Jak i gdzie łowić duże okazy cz. 3

Ostatnia część naszych dywagacji na temat łowienia dużych okazów. Przytoczę przykład istniejącego swego czasu w Anglii klubu specjalistów połowu karpia – „Carp Catchers Club”. Minimum członkowskie w tym klubie wynosił okaz ważący 10 kg. Poławiacze takich okazów doszli do wielu ciekawych wniosków, m.in. do tego, że duży okaz wymaga zastosowania zupełnie innej przynęty, niż w przypadku polowania na  młode przedstawiciele tego gatunku.

jak-lowic-duze-okazy-cz3
Według tych specjalistów chcąc łowić w jeziorze zasobnym w rekordowo duże ryby należy przestudiować jego środowisko, kapryśne zwyczaje jego mieszkańców i warunki klimatyczne. Jedną z największych tajemnic w połowie rekordowo dużych ryb jest fakt wyłącznego poławiania na wędkę gruntową z dna, bez jakichkolwiek obciążeń. Chodzi tu rzecz jasna tylko o wody stojące. Przynęta, nawet w dużej porcji, musi leżeć na dnie. Zapewnia to zwabienie dużych ryb, które nieubłaganym prawem natury pobierają pokarm wyłącznie z dna.

Praktyka tych Panów dowiodła, że większe ryby nie interesują się przynętą zawieszoną nad dnem. Taka bowiem jest zawsze przedmiotem ataków ze strony mniej podejrzliwych, a więc małych ryb.
Często bywa, że jesienią wielu wędkarzy narzeka na brak brania i trudną ich lokalizację. Otóż mieszkańcy wód jeziorowych są najbardziej wyczuleni na zmiany klimatyczne, czy hydrologiczne. Zdecydowana większość łowiących odwiedza jesienią te same łowiska co latem, stosując przy tym tą samą przynętę i łowiąc tą samą techniką. Nie zdają sobie sprawy, że rozczarowanie które ich spotyka z udanych kiedyś połowów w tych miejscach wynika z wyboru niewłaściwej metody połowu o danej porze roku.

Za przykład niech posłuży nam wszechobecna płoć. Spróbujmy prześledzić ją w okresie jesieni. Mam tu na myśli tą najdorodniejszą. Wiadomo, że latem można ją złowić praktycznie wszędzie, ale na jesieni prawie nikt nie wie, gdzie jej szukać – pomimo że jezioro jest mu znane. Z chwilą obumierania podwodnej roślinności dojrzała płoć porzuca te miejsca i schodzi głębiej. Płycizny o głębokości mniejszej niż 1,5 m jako narażone na gwałtowne skoki temperatur stanowią najgorsze miejsce jej połowu. A wiadomo, że jesienią prawie wszystkich wędkarzy przyciągają właśnie głębiny.

Niektóre gatunki mogą rzecz jasna przebywać w najgłębszych miejscach, lecz nie dotyczy to ryb strefy przybrzeżnej ( zwłaszcza płoci ). Z podwodnych obserwacji wynika, że duże płocie występują w skupiskach na umiarkowanej głębokości – od 4 do 8 m, poruszając się z miejsca na miejsce w pewnych określonych korytarzach o jednakowej temperaturze wody, przy czym nie wykazują większego apetytu. Krążące stado dużych płoci czasami żeruje, ale robi to w pewnej tylko strefie dna.

Aby odnaleźć takie miejsce, należy mieć ze sobą ołowianą sondę, mierzyć nią cierpliwie grunt i próbować łowić na głębokościach od 4 do 8 m, tam gdzie dno jest twarde i ma lekki spadek. Dużą porcję białych robaczków ( 10 sztuk ) opuszcza się na dno bez żadnego obciążenia i czeka na rybę, która wcześniej czy później na pewno zjawi się w tym rejonie. Nawet dłuższym oczekiwaniem nie należy się zrażać, gdyż stada ryb penetrują każdy kawałek dna. Nie wolno na jesieni ich nęcić, albowiem nie zdradzają zbyt wielkiego apetytu i każda mała porcja pokarmu nasycą mało aktywne ryby, u których wskutek niskiej temperatury trawienie jest bardzo powolne.

Jeśli mamy ochotę na duże okazy ryb spokojnego zeru, zarzucajmy przynętę jak najdalej od łodzi lub stanowiska na brzegu, gdyż takie okazy są bezgranicznie płochliwe. Przynęta powinna być wyrzucona na odległość przekraczająca zasięg wzroku ryb. Wyrzucanie nieobciążonej przynęty wymaga użycia niezwykle długiego wędziska ( 6 m – z brzegu, 3,5 m – z łodzi ) i bardzo cienkiej żyłki. Bardzo duże znaczenie ma poza tym ciche zachowywanie się wędkarza.

Źródło zdjęcia: medlarpress.com

Odpowiedz na ten artykuł

Kontakt

Masz pytania? Wątpliwości? Propozycje współpracy? Napisz do nas - odpowiemy.

Sending

© Podbierak.pl, Serwis Wędkarski od 2004 roku.