Nocny wyjazd na karpie

Nocne wyjazdy na rybki to jedne z najbardziej emocjonujących chwil w życiu wędkarza. Często zdarza się, że ryby nie dopisują, jednak nie tylko o to chodzi. Dobre towarzystwo, specyficzny klimat i długo rozmowy (nie tylko o rybach) to coś, co wspomina się przez długie lata. Mój ostatni wypad również na długo utkwi w mojej pamięci. Był to wypad na karpie, który zakończył się dość nieoczekiwanie.

Zacznę od początku – wyjazd planowany był już kilka dni wcześniej. Nie był to więc typowy spontant, o jakie w ostatnim czasie u mnie nie trudno. Dokładnie zatem zaplanowaliśmy gdzie i w jaki sposób będziemy poławiać.

nocny-wypad-na-karpie

Wybór łowiska nie był przypadkowy. Jest to akwen z licznymi wyspami. Twarde i jednorodne dno powoduje, że karpie stosunkowo szybko odnajdują naszą zanętę oraz ostatecznie przynętę. Przygotowaliśmy ok. 150 kulek proteinowych oraz blisko 5 kg paszy. Po wymieszaniu całości zanęciliśmy pas około 10cio metrowy. Na haczyku tradycyjnie kukurydza, lub kanapka w postaci kukurydzy i białego robaka.

Wracając do samego wyjazdu – na miejscu byliśmy ok. 17. Łowisko było dość gęsto obsadzone wędkarzami, choć znaleźliśmy miejsce i dla siebie. Po przywitaniu się ze znanymi (i mniej znanymi) twarzami zrobiliśmy krótki wywiad jak wygląda aktywność karpi. Okazało się, że nie jest zbyt wesoło – poprzednia noc nie może zostać zaliczona przez większość wędkarzy do udanych. Nie mniej wierząc we własne siły zaczęliśmy przygotowywać się do połowu. Najpierw zanęta, później dokładne rozłożenie sprzętu. Nadszedł czas oczekiwania na sukcesy…

Minęło kilka ładnych godzin i nie mieliśmy żadnego, nawet najmniejszego uderzenia. U pozostałych wędkarzy podobnie. Cóż, może to nie ten dzień, nie ta noc… Cisza trwała jeszcze dość długo, a w nasze poczynania wkradała się niepewność i doza zrezygnowania. Nadzieja jednak umiera ostatnia – ok. godziny 4:30 nie wiadomo skąd nagle usłyszeliśmy wycie jednego z sygnalizatorów. Był to dźwięk, którego wyczekiwaliśmy przez ostatnie kilka godzin!

Stosunkowo szybkie zacięcie dało ciekawy rezultat. Po kilkudziesięciu sekundach pierwszy karp był na brzegu. Tak, po kilkudziesięciu sekundach – sztuka ta była dość niemrawa, jakby zaspana. Zaraz po odhaczeniu zdobyczy mocny alarm wzniosły kolejne sygnalizatory. Sytuacja taka trwała przez niespełna 30 minut, w ciągu których udało nam się złapać 7 dorodnych karpi (wszystkie w okolicach 1,5-2kg). Niemal punktualnie o godzinie 5:00 brania się urwały i do czasu naszego wyjazdu (ok. południa) już się nie pojawiły.

Tak ostrego ataku ze strony karpi jeszcze nie doświadczyłem. Jednocześnie niemal wszystkie ze złowionych zdobyczy były bardzo delikatne, nie broniły się przed nami. Być może wiedziały, że wrócą do wody?

Odpowiedz na ten artykuł

Kontakt

Masz pytania? Wątpliwości? Propozycje współpracy? Napisz do nas - odpowiemy.

Sending

© Podbierak.pl, Serwis Wędkarski od 2004 roku.