Pan Darek, starorzecze Wisły i jazie

Kiedyś, będąc u znajomego wybrałem się na spacer (bez wędki) nad jedno ze starorzeczy Wisły. Tereny przepiękne chociaż niski brzeg nie nadawał się do wędkowania – Drzewa zwieszały swe rozłożyste konary nad samą wodę uniemożliwiając zarzucenie nawet krótkiej wędki. Spoglądając na wodę sprawiała wrażenie krystalicznie czystej i w rzeczy samej – taka właśnie była, zaś dno było zarośnięte świeżą roślinnością przeplatającą się z opadłymi gałęziami. W pobliżu wielkiego konaru wystającego z wody moją uwagę przykuło kilka leniwie poruszających się sporej wielkości ryb. To były jazie, chociaż to niespotykane żeby w lecie zajmowały tak płytkie miejsca. Najwyraźniej zacienione gałęziami miejsce odpowiadało im idealnie. Postanowiłem że na nie zapoluję.jaz-ryba

Sporo czasu zajęło mi dobieranie sprzętu. Duże zagęszczenie konarów i roślinności uniemożliwiało właściwie zarzucenie wędki jak i hol ryby. Skoncentrowałem się zatem na sposobie podania rybom przynęty i wpadłem na pomysł, że mogę to zrobić przy pomocy 8-metrowego wędziska bez przelotek z półtorametrową żyłką i dowiązanym do niej haczykiem. Obciążenie wędki oraz spławik w tym wypadku nie były potrzebne. Na myśl ewentualnego holowania oblał mnie pot – Drzewa uniemożliwiały nawet cofanie wędki. Razem z moim znajomym, który nie był do końca przekonany do słuszności łowienia w takim miejscu postanowiliśmy że zapolujemy. Za przynętę posłużył mi chleb, który nabiłem na haczyk tak, aby przynęta tonęła. Nie był to jednak dobry pomysł. Naszą przynętę po kolei podsuwałem naszym jaziom – raz kładąc ją na dnie, następnie lekko unosząc. Bez najmniejszego skutku. Pozytywem całej sytuacji był fakt, że moje ruchy wędki nie spłoszyły ryb. Zmieniłem przynętę na kłódkę, czyli larwę chruścika. Wydała mi się to najlepsza i najbardziej naturalna przynęta na ową sytuację. I kolejna wtopa.  Raz tylko jaź podpłynął do leżącej przynęty trącając ją pyskiem, tak jakby wiedział że to podstęp. Może naprawdę odstraszył ją haczyk i żyłka.

Chcąc zupełnie wyeliminować opcję zauważenia przez rybę mojego sprzętu postanowiłem łowić z powierzchni. Koników polnych już w tym okresie nie było, więc użyłem granatowego, leśnego żuka. Użyłem również cieniutkiego i także granatowego haczyka i zaczepiłem owada za twardą chitynową pokrywę skrzydełka. Żuczek nie tylko machał nóżkami ale i starał się podlatywać. To było to ! Wysunąłem moje długie wędzisko nad tafle wody i spokojnie opuściłem na nie owada. Tak naturalna przynęta musiała zdać egzamin, jednak ku mojemu zdziwieniu… dalej nic. Jazie znowu nie dały się nabrać. Nadeszło popołudnie. Znajomy uśmiechnął się znacząco do mnie, jednak moja duma nie pozwalała odejść z pustymi rękami. A może jazie nie lubiły konsumować w obecności ludzi? Ustawiłem zatem wędzisko na podpórkach i postanowiłem ze znajomym odejść na kilka metrów – nie spuszczając z oka tafli wody. Poprawiając wędzisko usłyszałem od kolegi, że właśnie sprzątnąłem jaziowi przynętę sprzed nosa. Zdziwiony, spojrzałem na wodę i zrozumiałem że z trudem dostrzegałem przynętę. Zdenerwowany założyłem na haczyk nowego żuka. Po chwili duża, ciemna ryba zjadła przynętę ( tak mi się wydawało). Jest branie, więc zacinam. Wędka wygięła się, jednak tylko na chwilę. Woda zabulgotała, a z wiru wyskoczył haczyk z nienaruszonym żukiem…. Za wcześnie zaciąłem. Polując na jazie z powierzchni nie można pomylić się więcej jak raz. Jednak to była dla mnie dobra lekcja, z której wyciągnąłem wnioski.

Następnego dnia spróbowałem drugi raz – żywy owad na powierzchni, wiatr, delikatna fala, i zacięcie dopiero wtedy gdy ryba zniknie z pola widzenia. Trudno to opisać, co się wydarzyło. Wędka napięta do granic możliwości, a jaź walczący i machający ogonem próbuje zanurkować. Nie odpuściłem mu tym razem i nie podnosząc wędki wycofałem się do lasu. Znajomy chwycił zmęczoną już rybę i wyjął ręką. Następnego jazia złowiliśmy dopiero późnym wieczorem….

 

Dariusz Kamiński

 

Źródło fotki: flickr.com

Odpowiedz na ten artykuł

Kontakt

Masz pytania? Wątpliwości? Propozycje współpracy? Napisz do nas - odpowiemy.

Sending

© Podbierak.pl, Serwis Wędkarski od 2004 roku.