Powody dla których warto wypuszczać złowione ryby

Kilkakrotnie zastanawiałem się jak przekonać innych do tego, aby zwracać na wolność większości złowionych ryb. Argumentów, które mogą za tym przemawiać jest kilka. Można w nich wymienić te istotniejsze, oraz te mniej istotne, każde jednak powinny zmierzać do tego samego- do zachowania umiaru. Oczywiście nie staram się przekonywać do całkowitego zakazu zbierania złowionych ryb, choć dla wielu łowisk byłaby wypuszczamy-ryby3to jedyna szansa na przywrócenie dawnej świetności i bogactwa populacji ryb. Zachęcam mianowicie do zachowania zdrowego rozsądku, który powinien mieć każdy odpowiedzialny wędkarz. Zasobność łowisk jest bowiem ograniczona. Warto zatem zadbać o nasze ulubione łowiska. Celem tego artykułu jest zatem przybliżenie jak największej liczby argumentów, dla których warto zwracać wolność zdobycznym okazom,, Mam nadzieję, że jeśli nie uda Wam się naleźć argumentu, który przekonałby Was na 100 % to ten artykuł zwróci waszą uwagę na ten problem i zmusi Was do myślenia.

Pierwszym z nich jest fatalny stan naszych łowisk. Fakt coraz mniejszej ilości ryb w łowiskach jest powszechnie znany. Udało się znacznie zredukować ławice ryb morskich poprzez liczne wypady morskie, to równie pustoszące stało się wędkarstwo śródlądowe. Akweny śródlądowe są bowiem nieporównywalnie mniejsze, zarówno pod względem skali zasobów ryb, linii jak i stabilności ekosystemu. Mimo tego, że doniesienia o rekordach połowów mogą czasem powalać, to chyba każdy doświadczony wędkarz wie, że z roku na rok coraz trudniej złowić rekordowy okaz. Nie mówię tu o pojedynczych okazach, które powalają swoją wielkością zawsze były trudne do zdobycia. Mowa tu o okazach ze strefy medalowej, których złowienie wcześniej nie robiłoby większego wrażenia. Analizując literaturę opisująca wcześniejsze połowy wędkarskie na Mazurach, Wiśle i jej dopływach, aż trudno uwierzyć, że jeszcze nasi ojcowie i dziadkowie mieli szanse i szczęście łowić w niezwykle zasobnych w ryby łowiskach, gdzie spotkanie z metrowym szczupakiem, ogromnym sumem czy wielkim złotym leszczem było niemalże codziennością. Z kolei wytropienie wielkiego okazu było jedynie kwestią cierpliwości i czasu. Dziś marzenie o zasobnych łowiskach można zrealizować jedynie poprzez wyjazd w najlepsze światowe łowiska, na których zazwyczaj obowiązuje zasada całkowitego zakazu zabierania złowionych ryb.

Kolejnym argumentem przemawiającym za wypuszczaniem ryb jest wpływ wędkarzy na ekosystem. Szukając przyczyn małych zasobów rybnych, najczęściej doszukujemy się ich w kłusownictwie, niewystarczającym zarybieniu, rybakach, kormoranach, bobrach, norkach, zaporach, ściekach, czy pełni księżyca, trzeba jednak zdać sobie jasno sprawę z tego, że to właśnie wędkarze są za wiele szkód w ekosystemie wodnym. Oczywistym jest, że ekosystem jest skomplikowanym tworem natury, toteż często nie można wskazać tylko jednego czynnika mającego negatywne skutki. Jednakże wracając do realiów naszego kraju, to istnieje wiele łowisk, które zniszczyli sami wędkarze. Nie ma na nich odłowów rybackich, po zaniechaniu przemysłu, poprawie uległa, jakość wody, poziom zarybień jest podobny, a ryb jakby nie przybyło, a nawet wręcz odwrotnie. Od momentu, kiedy na zbiorniku zwiększyła się liczba łódek, złowienie ciekawego okazu staje się nie lada wyzwaniem, a jeszcze niedawno było pestką. Powinniśmy, zatem zdać sobie sprawę z tego, że wraz z postępem, wprowadzeniem coraz to nowszego sprzętu, większego ilości niezawodnych przynęt, rozwojem techniki satelitarnej, echosondami, w czasach, gdy dotarcie do najodleglejszych zakątków nie stanowi większego problemu, staliśmy się bardzo wprawnymi myśliwymi, którzy bez problemu mogą konkurować z brygadami rybackimi. Wieści o tym gdzie można znaleźć dobrą rybę rozchodzi się błyskawicznie, a w ślad za tym w ciągu krótkiego czasu pojawia się nowa grupa wędkarzy, co więcej w małej rzeczce nawet jeden wędkarz, może całkowicie wyłowić stado ryb.

Trzecim argumentem jest dobro nauki. Nie od dziś, bowiem wiadomo, że z naukowego podejścia, największe, najokazalsze osobniki są cennym nośnikiem genów. Wcześniej jednak funkcjonowało przekonanie, że tarło ryb mniejszych jest dużo bardziej skuteczne, a największe drapieżniki to szkodniki, które więcej jedzą niż rosną. Wpajano generalnie, że z dużymi rybami jest więcej kłopotu niż pożytku. Z badań naukowych wynika jednak, że zabijanie okazów przynosi opłakane skutki dla całych populacji. Wyniki pokazały, bowiem, że regularne wyławianie największych osobników zmniejsza średni wymiar ryb nie na przestrzeni dziesiątek lat, ale w znacznie krótszym okresie czasu. Wśród ekologów istnieje jednak zgoda, co do jednego, że w naturze nie ma miejsca na przypadki. Jeśli wcześniej ekosystem doprowadził do wykształcenia się półtorametrowych szczupaków, to musiał istnieć ku temu jakiś powód. To naturalna konsekwencja ewolucji i selekcji. Jeśli w zbiornikach rzecznych żyły ogromne sumy to znaczy, że ich tarło musiało być równie skuteczne, co tych mniejszych osobników. Jeśli można było znaleźć koło 80 cm pstrągi potokowe, to oznacza, że miały ku temu odpowiednie warunki, a ich wzrost był cechą preferowaną.

Kolejnym powodem jest ekonomia. Nic tak przecie nie wpływa na ludzkie myślenie jak pieniądze. Łatwo można dostrzec jak ogromne pieniądze można zarobić na wędkarzach. Pasjonaci tego hobby, zwabieni widmem złowienia ogromnych okazów, są bardzo często skłonni zapłacić olbrzymie pieniądze, za samą możliwość łowienia w łowisku, w którym można spodziewać się wielkich ryb. Wszakże, wyjeżdżając do Hiszpanii na sumy, czy do Szwecji na łososie NIKT nie daje nam pewności, że taki wyjazd skończy się sukcesem, a mimo to jesteśmy w stanie ponieść koszty związane z transportem, aby dotrzeć w takie właśnie miejsca. Podejmujemy trud dźwigania ogromnej ilości sprzętu, elektroniki w poszukiwaniu okazów. W przeciwnym razie pozostaje nam łowienie płotek, co choć ciekawe, nie jest aż takim motorem napędowym gałęzi przemysłu, jakim staje się wędkarstwo i raczej nie przyciągnie młodych ludzi, która w dobie wirtualnej rzeczywistości i sportów ekstremalnych poszukuje adrenaliny.

wypuszczamy-ryby1

Piątym argumentem przemawiającym za wypuszczaniem złowionych ryb jest bicie naszych rekordów. Jako mały chłopiec nie raz przyglądałem się jak topi się spławik mego dziadka. Miło wspominam czas spędzony nad wodą i emocje, jakie towarzyszyły nam podczas obserwowania spławika. Już wtedy z niecierpliwością czekałem na spotkanie z coraz to większa rybą. I to pozostało mi do dziś. Mogę nawet stwierdzić, że jest to podstawa całego wędkarstwa. Łowienie ryb samo w sobie jest przyjemnością, jednak w głębi duszy ludzie zawsze oczekują więcej. Że każde następne branie przyniesie nam rybę życia. Jeśli ją zabijemy to nie będziemy mieli już okazji spotkać ją ponownie i nie będzie większa.

Kolejnym powodem są bezcenne informacje. W wielu krajach, w których zasady wypuszczania złowionych ryb są mocno zakorzenione, udowodniono, że uwalniane ryby są ponownie łowione kilkakrotnie w ciągu tego samego sezonu. Z każdym razem ryba przybiera nieco na wadze i rośnie. Poza tym dostarcza niezapomnianych emocji każdemu kolejnemu wędkarzowi. Oprócz tego dostarcza bezcennych informacji o zwyczajach, tempie wzrostu, migracjach i innych zjawiskach towarzyszących podczas jej życia. Informacje te są niezbędne do skutecznej ochrony i poprawy stanu naszych łowisk. Oprócz tego taka zdobycz może stanowić doskonały przykład dla naszych dzieci, tak by mogły zrozumieć, że nasze dzieci będą rozumiały, dlaczego warto łowić ryby.

Doskonałym powodem, dla którego warto wypuszczać ryby jest próżność. W dzisiejszych czasach bez problemu można uwiecznić nasze zdobycze za pomocą telefonów komórkowych, aparatów fotograficznych czy tabletów. Ogromne emocje, jakie towarzyszą nam podczas łowienia ryb, możemy obecnie szybko uwiecznić i pochwalić się na portalach społecznościowych. W wędkarstwie nie ma miejsca na zbędny ciężar, toteż liczy się przede wszystkim wygoda i wielkość aparatu fotograficznego. Na rynku możemy obecnie odnaleźć wiele aparatów cyfrowych, które mieszczą się w kieszeni kamizelki, dlatego też każdy znajdzie coś dla siebie. Wydaje mi się że taka fotografia zrobi większe wrażenie niż trofeum, które dla mnie bardziej szpeci niż upiększa wrażenia. Fotografia pozostaje na zawsze, a jej efekty możemy oglądać, kiedy tylko mamy na to ochotę. Dzięki fotografii możemy również pochwalić się naszymi zdobyczami wśród przyjaciół i znajomych.

wypuszczamy ryby2

Kolejnym powodem, jakim, próbuje zachęcić Was do wypuszczanie złowionych ryb jest zwrócenie Waszej uwagi na ludzką pazerność. Nie żyjemy dzisiaj w czasach głodu, nie musimy, zatem polować żeby żyć. Cenimy obecnie smak potraw, doceniając to co dobre i zdrowe dla naszego organizmu. Patrząc zatem od tej strony możemy zauważyć, iż stary, suchy i rozmrożony sandacz nie zastąpi nam soczystego mięska świeżo złowionej kilogramowej rybki. Zresztą ile jesteśmy w stanie zjeść na jedną kolację. Z pewnością nie można porównać bolenia, klenia, jazia do łososia, mintaja, pangi? Jaki jest koszt złowienia dużej ryby, a jaki zakupu jej mięsa w sklepie? Bo jeśli wybieramy się na ryby tylko po to, aby nasza lodówka nie stała pusta, to proponuję dobrze to przeliczyć, czy aby na pewno zakupy w hipermarkecie nie wyjdą taniej. Patrząc na wielu wędkarzy odnoszę czasem wrażenie, że wielu kolegów traktuje nasze piękne hobby jak sposób na zdobycie białka. Dziwi mnie to zwłaszcza w przypadku, kiedy wędkarzem okazuje się biznesmen, człowiek ubranych jak z katalogu, przyjeżdżający znakomitym samochodem i pakujących każdego okonka, któremu ledwo głowa odrosła od ogona do plastikowego worka.

Ważnym powodem jest również szacunek do ryb. Bo skoro jej złowienie daje człowiekowi tyle radości, powoduje poprawę nastroju, to czy naszemu ulubieńcowi nie należy się odrobina szacunku? Czym różni się 2 metrowy sum, metrowy szczupak, czy 60centymetrowy pstrąg od stu letniego dębu, zabytków czy dzieł sztuki? Czy rybom, które zmagały się w życiu wieloma przeszkodami, nie należy się miano pomnika przyrody?

Ostatnim powodem są niedoskonałości naszego prawa. W dobrze zorganizowanym świecie, każde łowisko podlegałoby osobnemu monitoringowi. Rzetelne i regularne badania pozwoliłyby ustalić zależne od danych warunków limity połowu, okresy i wymiary ochronny. Rzeczywistość jest jednak nieco inna, tylko kilka łowiska na świecie posiada specjalistyczne zaplecze monitoringowe, a w naszym kraju obowiązujący Regulamin Amatorskiego Połowu Ryb już dawno stracił znamiona aktualnych potrzeb ochrony rybostanów. Patrząc na tak sformułowane przepisy, powinniśmy w trosce o nasze łowiska sami ograniczać nasz wpływ na ich kształt. Jeśli nawet nie myślimy o przyszłych pokoleniach to, chociaż pomyślmy o nas samych. Byśmy za kilka lat nadal mogli cieszyć się z rybnych rzek i jezior.

Istnieje jeszcze jedna ważna kwestia, o której warto wspomnieć. Najtrudniejszy pierwszy krok. Ciężko jest wypuścić pierwszą złowioną rybę, z każdą kolejną będziemy mieli mniej wątpliwości, a więcej pewności i poczucia, że zrobiliśmy coś dobrego dla siebie i dla nich. Mnie samego cieszy fakt, że nie dołożyłem swoich 5 groszy do zagłady naszych łowisk. Warto, zatem wypracować swoją zasadę Złów i Wypuść. Wszyscy uwalniamy ryby niewymiarowe i nie sprawia nam to zbyt dużego problemu. Jeśli posiadamy taki nawyk, to równie szybko przyzwyczaimy się do radości podczas zwracania wolności pięknym okazom.

 

 

Źródło zdjęć: flickr.com

4 Comments
  1. Avatar of  Piotrek
    Piotrek 3 lata ago

    Ładnie powiedziane, masz dużo racji

  2. Avatar of  Comrade Dislav
    Comrade Dislav 3 lata ago

    Za granicą wcale niekoniecznie się wypuszcza “okazy”. W Szwecji Szczupaki są gdzieniegdzie porozwalane wokół brzegu, wieszają je na drzewach nawet. Po prostu jest to chwast. Podobnie jest z Sandaczem w Anglii, który jest tam gatunkiem obcym jednak bardzo dobrze się tam ma. W Anglii co prawda tych ryb się nie przetrzebia – dlaczego? Bo 60% ludzi ma mentalność wypuszczania wszystkiego i wędkarstwo to dla nich sport lub wypoczynek, 30% się nie chce ryb oporządzać, a 10% to Polscy wędkarze, którzy faktycznie czasami tam ryby zabierają (najczęściej to wypoczynek z grillem na miejscu). Problem polega na tym, że białej ryby jest bardzo mało na wyspach, a drapieżnika dużo.
    O co mi chodzi ? O to aby nie puszczać każdej ryby w imię ślepej zasady bo czasami przynosi to dużo więcej szkody niż pożytku. Są gatunki, które wypierają inne, rodzime (importowane karpiowate – Karpie, Amury, Karasie Srebrzyste, Tołpygi). Sum też potrafi wyczyścić zbiornik, a nieświadomi ignoranci zarybiają czasem nim zbiorniki poniżej 15ha (co jest moim zdaniem głupie – ja bym od 40ha zaczynał z sumem albo i więcej jeszcze), a później jest płacz, że nie ma ryb i jakie to PZW straszne bo nie daje na zarybienia. Oprócz fatalnej gospodarki wodnej BETONU, który siedzi na stołkach (większość to dziadki po 60, którzy żyją jeszcze ubiegłym ustrojem – nie chcę obrażać nikogo ale wielka część tych “działaczy” szkodzi poważnie naszym wodom) w grę wchodzi jeszcze LEGALNE ODŁAWIANIE SIECIAMI – tego nie ma w innych krajach. Na zbiorniku wędkarze nie zabiorą przez rok tyle ryb ile taki po tygodniu pływania kutrem (pozdrawiam Rożnów, który kilka lat temu był zmasakrowany przez dzierżawcę).
    Innym razem na Dunajcu przy dużej wodzie jakaś fabryka w górę rzeki od Opatowca(stykanka) puściła jakiś syf – powiem tylko, że nigdy nie widziałem tylu zdechłych brzan, sandaczy, leszczy (i to okazy po 70cm), a ile innych mniejszych ryb. Czy ktoś za to beknął? Zakładam, że nie bo w naszym kraju wystarczy dać w łapę i jest się Bogiem. Niestety tutaj mamy inne realia i C&R mimo, że idea szczytna nie ma prawa się rozprzestrzenić. Ja wypuszczam ryby (oprócz gatunków obcych) złowione z okolicznych zbiorników, a z wyjazdu np. na rzekę najczęściej zabieram płocie, leszcze, certy i duże drapieżniki – przyznam, że niewiele tego w roku tak czy siak bo czasami “złapę siatkę ze złej strony” (tutaj syndrom lenia jak u anglików, a czasem po prostu widząc, że mam wygadanego sąsiada lubię popatrzeć jak mu kopara opada i zaczyna kląć w niebiosa jak to można ryby wypuścić).

    Kłusownicy powiecie? Zależy jacy – przyznam, ze dziadek z biednej wsi nad Wisłą, który przyjdzie, złowi jedną rybkę na obiad rodzinie, wsiądzie na rower i pojedzie do domu (wróci za np. 2 dni czy 3 dni jak rodzina lubi ryby) może nawet łowić bez zezwoleń i nie powiem złego słowa – a takich sporo jest. Natomiast faktycznie krew mi się gotuje jak widzę debilów z wędkami za grube pieniądze, którzy spinningują na tarle jak gdyby nigdy nic – 3 metry od tablicy, a później jeszcze kawałek, i kawałek i aż do drugiej tablicy.

    Artykuł ma sporo racji ale raczej dla niepoprawnych optymistów – ja może jestem pesymistą, może realistą – przyszłość pokaże, ale wątpię w zmianę mentalności – przynajmniej do czasu aż naszymi wodami gospodarują ludzie bez pojęcia o tym co robią bo najpierw trzeba zacząć od podstaw, a nie od ostatniej gałęzi jaką są wędkarze – problem to niektóre persony w PZW i bardzo dużo w naszej Polityce – a na tej płaszczyźnie nie widzę nadziei od lat – może była p. minister Mucha, którą zmieszano z błotem mimo tego, że miała naprawdę niezłe pomysły – ale kobieta ministrem sportu? Lepiej dać jakąś pacynkę i sterować nią w przerwie na obiad, a później zrzucić winę za własne błędy i znaleźć następną, a “wyborcy” i tak kupią wszystko. Rozpisałem się troszkę nie na temat – w każdym razie problemem wędkarze są w naprawdę mniejszym stopniu niż niektórym się wydaje.

  3. Avatar of  Ratel miodożer
    Ratel miodożer 3 lata ago

    Z jednym zgodzić się nie moge.
    To nie największe okazy są nośnikami najlepszych genów. To z ryb średnich jest najlepszej wartości ikra. Dlatego też ryby średniej wielkości są odławiane jako tarlaki. Ryba która urosła do ogromnych rozmiarów ma ikrę bardzo ubogą w najpotrzebniejsze do rozwoju składniki. A dzieje się tak dlatego że potrzebowała ich do własnego rozwoju. Jej narybek często jest słaby i obumiera. Dodatkowo wielkie ryby np szczupaki nie siedzą już na zakrzaczonych płyciznach a na większych głębokościach i tam też się wyciera. Na dużej głębokości rzadko temperatura jest odpowiednia i mało roślin utrudnia ukrycie ikry i narybku

  4. Avatar of  Comrade Dislav
    Comrade Dislav 3 lata ago

    Szczupak wypływa przy tarle na płytką wodę – nawet z jezior wypływa w lepiej natlenione rzeki(większe osobniki też mi pokazywał znajomy leśniczy). W ubiegłym roku przy słabej zimie wytarł się już w grudniu (niestety jak złapał lód wszystko się podusiło) na jednym ze zbiorników u mnie w okolicy. Duży szczupak może nie ma tak wartościowej ikry – racja. Różnica jest jednak taka, że ma jej bardzo dużo w porównaniu do mniejszych osobników. Ja zawsze byłem za wymiarami górnymi złowionych ryb i zawsze pozostanę – wolę wziąć chudego samca o długości 60cm niż grubą samicę 80+.

    Dla narybku moim zdaniem największą przeszkodą są ryby żywiące się drobnicą (okonie, klenie, a nawet leszcze i karpie), a większość naszych wód jest bogata w pokarm roślinny na tyle aby większe stado nawet słabszych początkowo szczupaków “podgoniło” różnicę. Nie jestem ekspertem – to tylko opinia i możesz mieć w tej kwestii więcej racji.

Odpowiedz na ten artykuł

Kontakt

Masz pytania? Wątpliwości? Propozycje współpracy? Napisz do nas - odpowiemy.

Sending

© Podbierak.pl, Serwis Wędkarski od 2004 roku.