Relacja z wyprawy – Leszcze nad Narwią

To będzie już ładnych kilka lat, gdy wybrałem się nad Narew zapolować na tamtejsze leszcze. Towarzyszyła mi wówczas znana warszawska wędkarka, mistrzyni okręgu warszawskiego. Za łowisko obraliśmy sobie niesamowicie pejzażową opaskę na zewnętrznym łuku rzeki, z głęboką wodą i kamienistym dnem. Łowiliśmy 10- metrowymi wędziskami ze skróconymi zestawami o wytrzymałości 1,5 kG, sporo przegruntowanymi.

Ładne, ponadkilogramowe leszcze brały w najlepsze, jednak co jakiś czas zdarzało się branie, po którym pozostawała tylko pozbawiona haczyka resztka przyponu. Doszliśmy do wniosku, że to pewnie duże jazie lub klenie, dla których stosowane przez nas zestawy nie stanowiły specjalnego zagrożenia. Zaraz po takim nieudanym braniu, moja towarzyszka zacięła dużego leszcza, który ślamazarnie zaczął oddalać się w kierunku środka rzeki. Wyciągnął amortyzator i „naprostował” wędkę, jednak nie zerwał żyłki, lecz zatrzymał się na prądzie. Próby podciągnięcia ryby do brzegu okazywały się bezskuteczne. Uciekały minuty, a nasza niedoszła zdobycz stała w silnym nurcie, i nic nie wskazywało na to, by się męczyła. Mądra bestia wykorzystywała prąd wody, aby przeciwstawić się sile próbującej przyciągnąć go do brzegu.

leszcz-nad-narwia

Taka zabawa mogłaby trwać w nieskończoność. Nawet gdyby nasz leszcz okazałby się być kilkukilogramową sztuką. Poradziłem zatem dziewczynie aby próbowała wytrącić rybę z równowagi, holując ją z prądem. Doradziłem manewr, który na tym łowisku akurat był dość ryzykowny. Kilka metrów poniżej tego miejsca zaczynała się wchodząca głęboko w ląd spokojna zatoka, która uniemożliwiała marsz ze spływającą z prądem rybą. Nie widziałem w tej sytuacji lepszego wyjścia. Leszcz szturchnięty w przeciwnym kierunku zaczął płynąć w dół. Jednocześnie był przyciągany do brzegu, aż do momentu gdy wpłynął do spokojnej zatoczki. Nie myślcie sobie nawet, że bez oporu położył się oddając się bez walki – to nie w stylu leszcza. Dopiero teraz zaczął się faktyczny hol. Nasz leszcz chodził jeszcze 4 minuty, wyciągając przy tym kilka razy całą gumę z topu. Gdy razem z koleżanką go podebraliśmy ( ważył około 2,5 kg) okazało się, że hak utkwił nie w pysku, a u nasady płetwy piersiowej.

Wyszedł więc na jaw powód tak długiego postoju ryby w nurcie. Po prostu nasz leszcz ustawił się w takiej pozycji jak latawiec na wietrze. Bez wysiłku napinał zestaw, wykorzystując silny prąd wody działającym na jego ustawiony pod właściwym kątem szeroki bok. Jednak nie był już w stanie oprzeć się sztuczce z holem z prądem, która jest skuteczna właśnie podczas łowienia dużych ryb na delikatny sprzęt.

 

Źródło zdjęcia: flickr.com

Odpowiedz na ten artykuł

Kontakt

Masz pytania? Wątpliwości? Propozycje współpracy? Napisz do nas - odpowiemy.

Sending

© Podbierak.pl, Serwis Wędkarski od 2004 roku.