Wiosna za pasem, czyli przygotowania do spinningowej krucjaty

Temperatura rośnie, wiosna coraz bliżej… czas rozpocząć przygotowania do sezonu. Część z nas oczywiście nigdy nie zawiesza sprzętu na kołku, wędkuje w każdym mozliwym momencie. Duże grono wędkarzy na czas zimowy zaprzestaje jednak tego wspaniałego hobby oczekując na pierwsze ocieplenia. Dzisiaj publikujemy relację z wyprawy, z wyprawy marcowej, która zakończyła się oczywiście ciekawymi zdobyczami.wiosna-za-pasem

Nie zrażajmy się okresem ochronnym szczupaka, tylko zbrójmy się w godny arsenał i ustalmy plan działania. Oczywiście, nie namawiam nikogo z towarzystwa do łamania jakiegokolwiek prawa, lub co gorsza do kłusownictwa!.  Nie, nie i jeszcze raz nic z tych rzeczy. Chodzi tutaj oczywiście o połów naszego pasiastego wojownika, który budzi się do najintensywniejszego żeru właśnie wiosną. To właśnie w tą wspaniałą, pełną magii porę roku w moje przynęty uderzały największe okonie jakie kiedykolwiek widziałem. Bardzo częstą ofiarą padały również szczupaki, mniejsze i większe, które oczywiście wędrowały z powrotem do wody. Więc warto, zmobilizować się właśnie tą porą do działania, obudzić się z lenistwa zimowego i zrealizować okoniowy wypad nad jeziorko.

Mam nadzieje, że moje relacje z wiosennych wypraw wędkarskich (w dziale Relacje z wypraw) zmotywują co niektórych do działania, oraz dostarczą nowej wiedzy na temat połowu drapieżników. Rok w rok, gdy tylko mrozy zaczynają puszczać i pogoda staje się być bardziej przyjazna dla wędkarzy, zaczynam okoniową krucjatę. Wizyta w sklepie wędkarskim w tym okresie staje się prawdziwą tradycją, z czego dumny jest właściciel lokalu. Moimi priorytetowymi zakupami w pierwszym rzędzie, są małe, srebrne błystki obrotowe. Są one doskonałymi przynętami do połowu okoni, biją w nie małe okonki i potężne garbusy. Zakupuję także mały zestawik twisterków, o kolorach: jasna zieleń z brokatem, żółty z czerwonym, piwne oraz różowe. To właśnie takie zróżnicowanie kolorów, powoduje większe prawdopodobieństwo upodobania się drapieżcy. Do połowu okoni używam specjalistycznej wklejanki (węglowe wędzisko, z wklejaną akcją szczytową, najczęściej z włókna szklanego). Moja wędka ma optymalną długość 2,40m i ciężar wyrzutowy do 15g. Tak lekki sprzęt pozwala wyczuć niemal każde bicie okonia, a przy zacięciu zdobyczy dostarcza wiele frajdy z długotrwałego holu.

 

Poniżej opiszę Wam relację, z jednej z moich wypraw na wiosenne okonie, chyba najlepszej z wypraw życia.

Akcja rozgrywa się w pod koniec marca, po obfitych opadach deszczu, słoneczko zaczęło świecić nieco intensywniej. Ogólnie to pogoda jak marzenie i to właśnie ona zmotywowała nas do wypadu na ryby. Nie mieliśmy żadnych oficjalnych wieści z nad wody, nasz wypad był wynikiem sobotniej nudy, organizacja wyglądała bardzo spontanicznie. Szybka wizyta w wędkarskim po niezbędne akcesoria i wyjeżdżamy. Nad wodą byliśmy ok. godziny 16.00. Pogoda idealna, jedynym jej minusem był lekki wiaterek, który tworzył falkę na wodzie. Jeżeli chodzi o zbiornik to był to sporej wielkości staw, kilka kilometrów od naszej miejscowości. Niestety zbiornik w tym roku został poddany modernizacji, z powodu wycieków wody. Gdy tylko przybyliśmy nad zbiornik, zacząłem obserwować tafle wody, spacerując wzdłuż linii brzegu. Nie widać było spławiającej się uklei, z czego nie byliśmy zbytnio zadowoleni.

Na pierwszy ogień poszła mała, srebrna błystka obrotowa, jedna z moim ulubionych przynęt na okonie i szczupaki. Zacząłem obławiać jedną z moich preferwowanyh miejscówek, w nieco głębszym miejscu, niedaleko pasa trzcin.  Rzut za rzutem, nic się nie dzieje, nie odczułem nawet jednego pstryknięcia. Wiedziałem bowiem, że okonie wędrują w ławicach, i wystarczy tylko odrobina szczęścia by wkleić się z przynętą w pole widzenia. Dłuższą chwilę później, zobaczyłem mojego towarzysza holującego coś na końcu żyłki. Nie widziałem tego dokładnie, ponieważ kolega stał po drugiej stronie brzegu, wiec natychmiast przybyłem z pomocą. Gdy przyszedłem na miejsce, ujrzałem pięknego, około 30cm garbusa. Dawno nie miałem takiego widoku, nasza motywacja wzrosła kilkakrotnie. Na tafli wody ujrzałem, spławiające się ukleje oraz strzały wodne, mówiące same za siebie. Natychmiast zaczęliśmy obławiać ten obszar wody naszymi błyskotkami. To było coś niesamowitego, co dwa, trzy rzuty  w nasze przynęty biły dorodne, grube okonie. Brania wyglądały następująco: długi rzut w okolnice spławiających się uklei, przynęta opada do dna, kilka obrotów kołowrotkiem i uderzenie. Po ok. 20 minutach, razem na koncie mieliśmy ok. 40-50 sztuk. Okonie o wymiarach 20-25cm, w tym kilka powyżej tego wymiaru, podchodzące pod 30cm. Zabawa niestety nie trwała zbyt długo, po upływie 20-30min. okonie przestały brać jak na złość. Późniejsze obławianie, zmiany przynęt oraz technik połowu nie przynosiły żadnych efektów, nasze ,,pięć minut” dobiegło końca.

Kontakt

Masz pytania? Wątpliwości? Propozycje współpracy? Napisz do nas - odpowiemy.

Sending

© Podbierak.pl, Serwis Wędkarski od 2004 roku.