Wyprawa na okonia

Okoń to ryba, na którą prawie zawsze można liczyć. Często zdarzało mi się jechać na połowy z zamiarem złapania określonego gatunku i łapałem… okonie. Pomyślałem zatem, że warto opisać jedną z moich wypraw, która zakończyła się bardzo fajnymi efektami.wyprawa-na-okonia

Pierwszą rzeczą, którą musiałem zrobić to zlokalizować miejsca, gdzie okonie mogą żerować. Byłem nad akwenem stojącym, tak więc moje zadanie było ułatwione (ryby te ciężej znaleźć w rzekach). Warto wiedzieć, że są to ryby stadne – znajdując jednego okonia mamy niemal pewność, że jest ich tam o wiele więcej. Reguła ta dotyczy jednak mniejszych osobników – jeśli zatem chcemy poławiać duże okonie musimy znaleźć miejsca, gdzie poszukują one swojego pokarmu, a więc małych rybek. Są to zazwyczaj miejsca mało dostępne, zasłonięte – różnego rodzaju mielizny, zarośla, obszary z powalonymi drzewami.

Metody połowu, które stosowałem to: spławik oraz grunt. Spławik stosowałem w przypadku mniejszych osobników. Na haczyk zakładałem rasówkę. Z doświadczenia wiem, że okoń jest na tyle pazerny, że jest w stanie wziąć na wszystko – biały robak, kukurydza… bez znaczenia, zawsze istnieje prawdopodobieństwo, że na naszym haczyku zawiśnie okoń. Aby jednak połowy były bardziej skuteczne zdecydowałem się założyć wspomnianą rasówkę. Nie zdecydowałem się w tym momencie na nęcenie – po pierwsze to drapieżnik, więc samo nęcenie nie jest konieczne, po drugie zlokalizowałem stadko okoni, miałem pewność zatem, że wrzucenie tam przynęty będzie wystarczająco skuteczne. Już po kilku minutach nastąpiło pierwsze branie, a po kilkunastu sekundach na brzegu znajdowała się pierwsza ryba. To była rozgrzewka przed atakiem gruntowym!

 

Łowiąc na grunt postanowiłem zastosować metodę żywcową – na hak nabiłem niewielkie filety kiełbiowe lub małe kiełbie. Postanowiłem, że spróbuję obłowić nieco głębsze rejony łowiska. Zauważyłem bowiem, że większe osobniki pojawiają się w bardzo różnych miejscach i do końca nie da się przewidzieć gdzie obecnie żerują duże sztuki.

 

Ciekawym eksperymentem było umieszczenie w koszyku zanętowym bułki tartej oraz mniejszych rasówek. Dlaczego takie rozwiązanie? Bułka tarta miała za zadanie zwabić drobnicę, za którą domyślnie pojawić miały się duże okonie. Rasówki miały być dodatkowym wabikiem.

 

Jaki efekt? Początkowo cisza, żądnych uderzeń. Po ok. 40 minutach i kilku zarzutach pojawił się pierwszy okoń, który ochoczo poczęstował się moją przynętą. Ostatecznie połowy zakończyłem z czterema okoniami – było również kilka holów, które niestety nie zakończyły się sukcesem.

 

Z perspektywy czasu mogę ocenić, że wyjazd ten był udany. Nigdy dotąd nie uderzałem typowo na okonia – ciekawe doświadczenie, które dostarczyło odrobinę adrenaliny.

 

autor zdjęcia: Dgp.martin (pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Plik:PercheCommune.jpg&filetimestamp=20080726112239)

Kontakt

Masz pytania? Wątpliwości? Propozycje współpracy? Napisz do nas - odpowiemy.

Sending

© Podbierak.pl, Serwis Wędkarski od 2004 roku.