Wyprawa na ryby… z kobietą

Dzisiaj, drodzy wędkarze, pochwalę się czymś! Mianowicie ostatnio moja narzeczona zapytała czy może wybrać się ze mną na wędkowanie. Moja pierwsza myśl – „kobieta oszalała!„. Druga myśl – „o nie, co to to nie. To niemożliwe!”. Już sama pobudka o czwartej nad ranem pociągnie za sobą falę marudzenia dlaczego tak wcześnie, dlaczego nie możemy pojechać o 8. Ba! Nie wziąłem pod uwagę czasu przeznaczonego na makijaż, dobór odpowiedniego ubrania – w końcu jadąc nad jezioro też trzeba wyglądać, dopasować się kolorystycznie do otoczenia jak i do narzeczonego. Potem kolejne dyskusje na temat tego, że najlepiej wyciszyć telefon, bo łowiska to nie kolejne miejsce na gorące plotki z mamusią czy też przyjaciółkami.

 
I co – musiałem się zgodzić. Oczywiście zachodziłem na początku w głowę jak mogę się z tego wycofać, ale doszedłem do wniosku, że jest na tyle chętna i nie ma bata by zrezygnowała. Musiałem pogodzić się z tym, że połów na który tak długo czekałem okaże się totalnym fiaskiem. Nic bardziej mylnego Panowie! Ten dzień zapewne zapamiętam na długi czas, a od tej pory narzeczona (miejmy nadzieję, że już niedługo żona) będzie moim stałym towarzyszem podczas wypraw.

 
Zacznę od tego, że już dzień wcześniej zaczęła przygotowania w postaci przeglądarki internetowej, która jest jedną z największych skarbnic wiedzy i poczytała co nieco na temat wędkowania, co chwile pytając o zanęty, podbierak i jaką metodę połowu stosuję. Zdziwienie nie schodziło z mojej twarzy. Nie zeszło także o 4 nad ranem, gdy wyłączając budzik zauważyłem już swoją kobietę gotową do wyjścia wraz z ekwipunkiem i to bez makijażu i szpilek z uśmiechem na twarzy. Pomyślałem – ktoś podmienił moją narzeczoną!

 
Gdy dojechaliśmy na miejsce wybraliśmy wspólnie stanowisko, rozłożyliśmy krzesła i zabrałem się za rozkładanie sprzętu. I znów zdziwienia – siedziała wpatrzona w kolejne czynności jakie wykonywałem i dopytywała co dokładnie robię, jak zanęcam, jak dokładnie działa sygnalizator, kołowrotek i jakie ryby biorą w tym łowisku. A ja z pasją małego dzieciaka opowiadałem o wszystkim na czym się znam i co do tej pory spotykało mnie na łowiskach.

Największym zaskoczeniem była dla mnie rozmowa na temat metody spinningowej. Uwierzycie albo nie, ale była prawie tak dobrze doinformowana w tej kwestii niż ja z kilkuletnim stażem. I tak spędziliśmy cały dzień nad jeziorem – przeplatając dyskusje z zachwytem mojej narzeczonej przy każdym ruchu wędki i milczeniem, obserwowaniem okolicy przy pięknej pogodzie wraz ze wspaniałą kobietą przy boku. Oczywiście do domu nie wróciliśmy sami a z trzema obfitymi leszczykami i karpikiem.
Może nie jest to fachowy artykuł o wędkach do spinningu czy zanęcaniu karpi, ale zachęcam Was, Panowie, do zaproponowania swojej kobiecie wyprawy na łowisko. A nuż odkryjecie w nich nową pasję a sami będziecie mogli wykazać się swoim doświadczeniem i fachem w ręku… Polecam!

3 Comments
  1. Avatar of  wiechoslaw
    wiechoslaw 4 lata ago

    Mariuszu fajnie, naprawdę fajnie to opisałeś i do tego szczęściasz , bo mając przy sobie takie ZŁOTKO jak twoja narzeczona to naprawdę życiowy fart!!! Trzydzieści trzy lata temu , też z narzeczoną pojechałem na rybki(tak myślałem) i jak to w życiu , wróciłem bez rybek ale baaardzo szczęśliwy.Po dwumiesięcznych wspólnych wyprawach dowiedziałem się , iż zostane tatusiem!!! Dzisiaj patrząc na syna, dziękuje Bogu, za te nasze pierwsze wspólne wędkarskie wyprawy.Pózniej (wiadomo z jakich przyczyn) jeżdziłem już sam, albo z ekipą i przez długi,długi czas przywoziłem rybki . Aż , jakieś dwanaście lat temu , pojechalem z żoną na rybki i ……..Nie , nie, tym razem przywiozłem rybki , zdeptanego feederka ,poparzoną żone oraz dość sporo okopconego i przyjaranego ogniem naszego pieska Maxsia.Tym razem pożytek z tej wyprawy był taki , że wreście zobaczyłem, gdzie ten kudłacz Max ma przód a gdzie tył!!! Od dwunastu lat jeżdże sam lub z kumplem i wiecie co ?! Ciiiiiiiiiisza, spooooookój , wędki całe , nadmiar rybek wypuszczony a idylle psuje mi tylko brak Maxsia ,swoje miał już latka.Teraz na rybki jeżdzi z innym Panem.

  2. Avatar of  Adam66
    Adam66 4 lata ago

    Tak trzymaj. Ja ze swoja jezdze juz wiele lat, chociaz moja Kasia akurat nie wedkuje, jednak lubie jechac z nia nad wode. Zawsze mam “pomoc” np. gdy poplacze mi sie zylka – ma wieksza cierpliwosc niz ja. A poza tym dzieki jej obecnosci czesto mam grilla w czasie zasiadki. Lowiac nie mysle o czyms takim a tutaj niespodzianka – karkoweczka albo kaszaneczka. I dzieki tym wspolnym wypadom moj syn zarazil sie wedkarstwem.

  3. Avatar of  Comrade Dislav
    Comrade Dislav 4 lata ago

    Cóż biedny człowiek może zrobić… jedynie POZAZDROŚCIĆ odnalezienia skarbu :D

Odpowiedz na ten artykuł

Kontakt

Masz pytania? Wątpliwości? Propozycje współpracy? Napisz do nas - odpowiemy.

Sending

© Podbierak.pl, Serwis Wędkarski od 2004 roku.